Menu

Efekt na planszy

Wkraczasz do krainy plansz i pionków, figurek i żetonów!

Munchkin, Edycja Jubileuszowa - recenzja gry

efektplanszy

Mówiono, że w podziemiach czyhało zło. Diabelskie siły, broniące wielkiego bogactwa. Labirynt pełen drzwi, za którymi czaiły się monstra. Można by rzec, że nie znajdzie się choćby jedna osoba, chcąca tam zejść. Cóż, znalazło się więcej. Przemądrzałe damy i głupcy, oto nasi gieroje. Walczyli ramię w ramię, by chwilę później wbijać sobie nóż w plecy. Sądzili, że pójdzie jak po maśle, gdyby nie tych 3872 orków...

pol_pl_MunchkinFantasyedycjajubileuszowa3458_4

Podstawowe informacje o grze:

Munchkin, czyli prekursor naśmiewania się z idei gier przygodowych. Gracze go kochają lub nienawidzą. Zapytacie : „A po co nam Edycja Jubileuszowa?”. A po to, bo tytuł ten obchodzi swoje 15 urodziny! Munchkin skierowany jest dla dwóch do sześciu graczy, w wieku minimum 10 lat. Gra trwa około jednej do dwóch godzin, aczkolwiek przy małej ilości graczy, może skończyć się ciut szybciej. W solidnym pudełku znajdujemy instrukcję, papierową wypraskę, karty w niej umieszczone oraz kość K6.

Mechanika, czyli co nakręca cały silniczek :

Na początek, należy potasować zakryte stosy kart skarbów i drzwi. Następnie, każdy z uczestników, dociąga po cztery wierzchnie karty z każdej talii. Teraz gracz może stworzyć swoją unikalną postać. Nadać jej rasę, klasę (dodatkowe akcje) oraz przypisać do niej odpowiednie przedmioty. Po tym szybkim i krótkim wstępie, czas wejść do lochu. Pierwszy gracz dobiera i odkrywa kartę drzwi. Jeśli za wrotami, stał potwór, to musimy stoczyć z nim walkę. W razie problemu, do starcia mogą dołączyć się inni herosi. Nie zrobią tego za darmo, a czasem nawet zaszkodzą jeszcze bardziej. Możemy także uciec z pola bitwy, wyrzucając 5 lub 6 na naszej kości. Jeśli dociągniemy klątwę, kartę te należy od razu rozpatrzeć. Wszystkie inne rodzaje kart, wkładamy sobie do ręki. Nie walczyliśmy z potworem i nie rzucono na nas klątwy, co wtedy ? W tym momencie możemy iść „Szukać Guza” i walczyć przeciwko bestii wyciągniętej z ręki. Mamy też do wyboru drugą opcję, czyli przeszukać pokój i dobrać jedną, zakrytą kartę ze stosu drzwi. Na tym kończymy turę naszej postaci. 

IMG_20161212_102151_Fotor

Zabijając potwora, otrzymujemy za niego skarby i poziom dla naszej postaci. By wygrać z poczwarą, nasze statystyki (obecny poziom + wynik z kart) muszą być o jeden większe niż aktualny poziom straszydła. Monstra można wzmacniać, dokładać kolejne zaprzyjaźnione, osłabiać w zależności od efektu, na jaki czekamy. Wszystko po to, by triumfować lub popsuć komuś plany. Jeśli bitwę przegramy, no cóż, zdarza się najlepszym. Wtedy musimy postępować według opisu Marnego Końca.

Bohaterowie byliby niczym, gdyby nie ich lśniące zbroje i miecze, czy eliksiry oraz inne magiczne artefakty. Skarby te, będą miały przeróżne zastosowanie. Jedne będą przynosić nam stałe bonusy, jak np. bronie a drugie będą służyły nam do jednorazowego użytku np. mikstura śmierdzącego oddechu, darmowy poziom, dodatkowy skarb. Warto dodać, iż karty te mają swoją wartość (prawy, dolny róg) i możemy je sprzedawać. Za każde wydane 1000 sztuk złota, dostaniemy kolejny poziom.

Niestety zwycięskiego, dziesiątego poziomu, nie możemy dostać ani kupić. Proste? No to gramy!

Nasze zdanie i końcowa ocena:

Tym razem zaczniemy od wydania. Gra prezentuje się świetnie zarówno na półce, jak i na stole. Obrazki Iana McGinty'ego perfekcyjnie oddają klimat oraz zabawę płynącą z rozgrywki. Ilustracje są zabawne, przyciągają oko. Co do opisów, nadal pozostają czytelne i przekomiczne. Gra w swoich zasadach jest prosta, lecz nie banalna. Instrukcja, jak na ten rodzaj gry jest troszkę przydługawa, aczkolwiek wyjaśnia wszelkie niuanse. Warto również wspomnieć o wyprasce, która pomieści jeszcze jeden dodatek. Munchkin'a bardzo szybko rozkładamy i przy odpowiednim gronie, zabawa przebiega równie ekspresowo! Jeśli chodzi o skalowalnośc tej karcianki to możemy spokojnie powiedzieć, że grało nam się zarówno dobrze we dwójkę, trójkę czy czwórkę. Z większą ilością graczy, nie mieliśmy szansy zagrać, dlatego pozwólcie, że się nie wypowiemy. Jeśli zaś chodzi o Edycję Jubileuszową, z tego co widzieliśmy (a nie posiadamy starszego poprzednika Munchkina) to wydanie te, ma lepsze grafiki i lekko podrasowane zasady. 

e24baa61c66cd3ff106327f1dde5e62e

Teraz czas na odrobinę gorzkich słów. Zaczniemy od braku znaczników, które ustalają bieżący poziom postaci. Przydałyby się, gdyż na chwilę obecną albo korzystamy z pamięci, albo z własnych żetonów. Druga sprawa, mianowicie regrywalność. Pierwsze kilkanaście rozgrywek zapewni wam sporo dawkę radochy, ale na dłuższą metę, Munchkin będzie wymagał dodatków. Wiąże się to z kolejnymi kosztami. Wraz z wydaniem nowej odsłony gry, można było dodać parę nowych kart skarbów czy drzwi, lub inny innowacyjny dodatek.

Munchkin: Edycja Jubileuszowa to idealna gra dla fanów negatywnej interakcji i lekkiego klimatu RPG. Tytuł godny wypróbowania, ale czy powinien być w waszej kolekcji? Na to proste pytanie, pewnie już znacie odpowiedź :) 

Nasza ocena: 3/5 - dla samej wersji Podstawowej , 4/5 - podstawka + dodatki

Dziękujemy wydawnictwu "Black Monk" za przekazanie egzemplarza do recenzji.

Black%2BMonk%2BLogo

P.S Już w styczniu, recenzja dodatku do Munchkina: „Obfitość” !

 

 

© Efekt na planszy
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci